Ofiara

Ofiara
Arendarz pojechał do miasta, kupił doskonałego konia za sto rubli i zadowolony powraca do domu.
Wypadło mu jechać w nocy przez gęsty las. Noc była ciemna, a las pełen dziwnych zjawisk i strachów. Na domiar złego nadciągnęła groźna burza z piorunami i błyskawicami. Śmiertelny lęk ogarnął arendarza, więc podniósł oczy ku niebu i ślubował :
— Panie Boże. Jeżeli pozwolisz mi szczęśliwie i cało powrócić do mojej żony i dzieci, to obiecuję ci, że jutro sprzedam kupionego konia, a pieniądze oddam na bóżnicę.
Jakoś wysłuchał Bóg modłów arendarza i pozwolił mu wrócić do żony i dzieci bez wszelakiego szwanku.
Nazajutrz wyszedł na rynek miasteczka, żeby sprzedać konia, jako czynić ślubował. Zabrał też ze sobą na sprzedaż kurę.
Koń był ładny, więc amator wnet się znalazł.
— Za ile tego konia sprzedajesz ?
— Konia samego nie sprzedam, tylko razem z kurą — odpowiada arendarz.
— Dobrze. Ile chcesz za konia z kurą ?
— Za konia, tylko dwa złote; ale za kurę żądam nie mniej jak sto rubli.

Każdy jak może
— Co słychać z Hantowiczem ?
— Jakoś kręci…
— A jak tam Dancygier ?
— Ten się zupełnie zakręcił…
— No, a Chaim Włodawer?
— Wyobraź sobie — wykręcił się!

Nie mógł zmienić
żyd ze Słupców opowiada:
— Żeby dać wam pojęcie o biedzie, jaka panuje w naszem miasteczku, powiem wam tylko tyle: Wczoraj chciałem zmienić sto rubli. I — co myślicie. Przeszedłem całe miasto od domu do domu. Okazało się — że nie miałem stu rubli.

Przyjaciel
W Warszawie spotykają się dwaj litwacy:
— Jak się masz bracie? Jak ci się tu powodzi?
— Byłoby już wcale nieźle, ale ostatnio byłem przez dwa miesiące chory i przechorowałem całe dwieście rubli.
— Och, jaka szkoda I — żałuje go drugi.—W naszem miasteczku mógłbyś przecież za te same pieniądze chorować co najmniej dwa lata!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *