Zbawienna rada

Zbawienna rada
Kwestarz małomiasteczkowy przyjechał do wielkiego miasta, specjalnie w celu zbierania jałmużny. Tu udał się przede wszystkiem do znanego bogacza, lecz nie został doń dopuszczony, gdyż bogacz był bardzo chory, prawie umierający. Nasz kwestarz jednak nie dał za wygraną.
— Proszą zameldować choremu, że mam dlań zbawienne lekarstwo — rzekł służącemu.
Po chwili znajdował się już u łoża bogacza.
— Widzę, że umieracie, Ale, jeżeli dacie mi piękną ofiarę dla mojego miasteczka, którego wszyscy mieszkańcy są nędzarzami, to wskażę wam zbawienne lekarstwo.
Oczywiście kwestarz żądaną ofiarę otrzymał, poczem rzekł:
— Jedźcie w tej chwili do naszego miasteczka? U nas nigdy żaden bogacz nie umarł.

Lepiej…
Ktoś prosi o pożyczenie mu stu rubli i nie otrzymuje odpowiedzi.
— Dlaczego mi nie odpowiadasz? — ów zapytuje nieco obrażony.
— Poco mam odpowiadać? Lepiej żebym ja tobie winien był odpowiedź, aniżeli ty mnie masz zostać winien sto rubli.

Mała różnica
W wagonie kolejowym Żyd opowiada cuda o dobrobycie Żydów odeskich.
— Wyobraźcie sobie, że nawet kantor odeskiej synagogi zarobił w zeszłym roku aż pięćdziesiąt tysięcy rubli.
— To już wielka przesada — odzywa się jeden ze słuchaczy.
— Ja też o tem słyszałem — potwierdza Inny.— To prawda. Tylko, rzecz miała się trochę inaczej. Mianowicie: zdarzyło się to nie w zeszłym roku, ale pięć lat temu, nie w Odesie, lecz w Moskwie i nie kantor synagogi, ale kupiec drzewny, nie zarobił lecz stracił w ciągu pół roku sto tysięcy rubli. Poza tem cała ta historja jest we wszystkich szczegółach najczystszą prawdą…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *